Dobrze,że mnie tam nie było,widać,dla niektórych mało potrzeba,ja jestem bardziej wymagający.Po relacji znajomych nad imprezą chyba wisi znak zapytania.
Schossow mmmm miodzio, później K&A wariaci , ze względu na na braki wody w organizmie Chocolate Puma odpuściłam,ale nie załuje tego akurat nie miej klimaty stanowczo nio to teraz zostały perełki na koniec, Roger......brak słów Lost i Healesvally Sanctuary,oj nie wiedzialam gdzie jestem,a juz w pełni wykończył mnie Orjan no po prostu mistrz Mule na początku -ps hala dała radę z tego względu ze było cicho :( Alligator, Cosmic Gate& Emma
Dal mnie nr 1 Orjan Nilsen , nr 2 Roger
Szczerze to nie rozumiem dlaczego opinie są tak negatywne. Jeżdżę już trochę na eventy i nie uważam, żeby ten odbiegał od innych organizowanych przez MSM. Ba - organizacyjnie było bardzo dobrze (nie obeszło się bez minusów, ale to w zasadzie norma).
Wejście bezproblemowo - trafiłem na wyjątkowo miłego ochroniarza, ale to wyjątek, bo nie przepadam za RAK Service. Na korytarzach praktycznie pustki - napoje, gastronomia bez kolejek. Co mnie zdziwiło po piwo też się można było w miarę luźno dostać, chodź tradycyjnie strefa dla niepalących to ściema (podobnie z egzekwowaniem zakazu palenia w samej hali. Koleś pali przy ochronie - zero reakcji).
Hala ładnie wyremontowana, parkiet dużo większy, ogólnie bardziej nowoczesny design. Scena moim zdaniem była idealna jak na taką ilość osób. Nie porażała wielkością, ale od mniej więcej 23:00 świeciła baaardzo przyzwoicie (i nawet nowe wizualizacje porobili - NARESZCIE!). Oświetleniowcy wycisnęli z niej maksimum możliwości. Moim zdaniem najlepsza jak do tej pory scena ILNY.
Muzycznie super, nie schodziłem praktycznie z parkietu pomijając potrzeby fizjologiczne (nareszcie ludzkie warunki w toaletach - chyba, że ja trafiłem na takie ładne) + noworoczne piwo. Przed północą byłem trochę zawiedziony, szczególnie setem Schossowa, który tym razem po rewelacyjnym secie na SF nie wniósł praktycznie nic nowego. K&A w swoim stylu, fajerwerków przed godziną 0 się nie spodziewałem, tak też było. Samo przywitanie nowego roku jeśli chodzi o pirotechnikę w tym roku przewidziano właśnie na północ (nie tak jak w latach ubiegłych stopniowo uruchamiali podczas NYPH). W zasadzie to spoko jak na możliwości hali i te chore względy bezpieczeństwa dyktowane przez humor lub jego brak Państwowej Straży Pożarnej. New Year Power Hour mnie zawiodło, bo największych hitów minionego roku było jak na lekarstwo, no ale ok - to efekt nie do końca udanej nowej koncepcji. Po yearmixie (zwał jak zwał) nastąpił istny obrót o 180 stopni - Chocolate Puma mimo, że zupełnie nie moje klimaty, mega pozytywne zaskoczenie. Na prawdę super set (kolejny raz sprawdza się to, że najlepiej się człowiek bawi na secie, na który w ogóle nie liczył). Następnie Shah - nie wiem czy to spowodowane moim chwilowym brakiem sił, czy czymś innym, ale jakoś mnie nie porwał. Fakt - sporo klasyków (a szczególnie White Sand! Boże, cudowna chwila pełna wspomnień). Set bardziej do posłuchania, bo jakiegoś bigroomowego stylu było w nim mało. Akurat postałem sobie trochę odpoczywając przy barierkach (nieliczny z eventów, gdzie nie były aż tak bardzo oblegane, a to dziwne, bo mniej więcej od 1/3 hali licząc od sceny zaczynał się taki pogłos, że nie dało się tam bawić - akustyka porażka - no ale bliżej sceny dźwięk był igła). Finalnie przyszedł czas na Orjana. Power niesamowity, można było się wyskakać za wszystkie czasy. Zagrał kilka swoich genialnych produkcji, kilka własnych remixów i kilka innych kawałków (idealne proporcje). Wszystko do siebie bardzo dobrze pasowało, chociaż technicznie mógłbym się w kilku miejscach doczepić, jeśli już kwalifikować ten set jako najlepszy.
Ogólnie jestem bardzo zadowolony, że wybrałem po raz kolejny ILNY (po poprzednich edycjach miałem mieszane odczucia). Nie żałuję ani chwili, jaką tam spędziłem, mimo zgubionego telefonu (Sony Ericsson Xperia X8. Jeśli ktoś znalazł proszę o kontakt!)
Ceny standardowe, kolejek brak, jedynie do WC były. Scena dobra bez szału, zresztą jak na większości eventach w Polsce ostatnio. Nagłośnienie tam gdzie się bawiłem było dobrze, lecz jak stało się po bokach to utwór można było dwa razy usłyszeć A tak to bez większych zastrzeżeń.
Osobiście nie bylem więc nie piszę swej opini ale jestem ciekaw stwierdzeń dość negatywnych. czy możecie rozwinac dlaczego wlasnie tak uważacie i oceniacie imprezę Coś pod wzgledem organizacji itd może
Dla mnie najlepiej zagrali Chocolate Puma i Orjan, za to Shah tak zamulił że myślałem że usnę na balkonie ;d Jeden z lepszych sylwków jakie przeżyłem, ale to dzięki wielkiej ekipie z którą się bawiłem ;d
popieram baatec1 jestem troszku zawiedziony
.
Choć jeszcze Micky Slim ładnie rozkręcił imprezę dobry set. NYPH masakrycznie na minus .
ceny również wyrwali z kosmosu heh
Komentarze
Aby dodać komentarz, musisz się zalogować.
Jeśli jesteś już zarejestrowany zaloguj się, lub utworzyć nowe konto teraz.
Dołącz do nas na facebook!
Dobrze,że mnie tam nie było,widać,dla niektórych mało potrzeba,ja jestem bardziej wymagający.Po relacji znajomych nad imprezą chyba wisi znak zapytania.
No zgadza się "Healseville Sanctuary" to była wisienka na torcie w secie Rogera - myslałem, że oszaleje ze szczęścia jak to usłyszałem
Schossow mmmm miodzio, później K&A wariaci
, ze względu na na braki wody w organizmie Chocolate Puma odpuściłam,ale nie załuje tego akurat
nie miej klimaty stanowczo
nio to teraz zostały perełki na koniec, Roger......brak słów Lost i Healesvally Sanctuary,oj nie wiedzialam gdzie jestem,a juz w pełni wykończył mnie Orjan no po prostu mistrz
Mule na początku -ps hala dała radę z tego względu ze było cicho :( Alligator, Cosmic Gate& Emma




Dal mnie nr 1 Orjan Nilsen , nr 2 Roger
Szczerze to nie rozumiem dlaczego opinie są tak negatywne. Jeżdżę już trochę na eventy i nie uważam, żeby ten odbiegał od innych organizowanych przez MSM. Ba - organizacyjnie było bardzo dobrze (nie obeszło się bez minusów, ale to w zasadzie norma).
!)
Wejście bezproblemowo - trafiłem na wyjątkowo miłego ochroniarza, ale to wyjątek, bo nie przepadam za RAK Service. Na korytarzach praktycznie pustki - napoje, gastronomia bez kolejek. Co mnie zdziwiło po piwo też się można było w miarę luźno dostać, chodź tradycyjnie strefa dla niepalących to ściema (podobnie z egzekwowaniem zakazu palenia w samej hali. Koleś pali przy ochronie - zero reakcji).
Hala ładnie wyremontowana, parkiet dużo większy, ogólnie bardziej nowoczesny design. Scena moim zdaniem była idealna jak na taką ilość osób. Nie porażała wielkością, ale od mniej więcej 23:00 świeciła baaardzo przyzwoicie (i nawet nowe wizualizacje porobili - NARESZCIE!). Oświetleniowcy wycisnęli z niej maksimum możliwości. Moim zdaniem najlepsza jak do tej pory scena ILNY.
Muzycznie super, nie schodziłem praktycznie z parkietu pomijając potrzeby fizjologiczne (nareszcie ludzkie warunki w toaletach - chyba, że ja trafiłem na takie ładne) + noworoczne piwo. Przed północą byłem trochę zawiedziony, szczególnie setem Schossowa, który tym razem po rewelacyjnym secie na SF nie wniósł praktycznie nic nowego. K&A w swoim stylu, fajerwerków przed godziną 0 się nie spodziewałem, tak też było. Samo przywitanie nowego roku jeśli chodzi o pirotechnikę w tym roku przewidziano właśnie na północ (nie tak jak w latach ubiegłych stopniowo uruchamiali podczas NYPH). W zasadzie to spoko jak na możliwości hali i te chore względy bezpieczeństwa dyktowane przez humor lub jego brak Państwowej Straży Pożarnej. New Year Power Hour mnie zawiodło, bo największych hitów minionego roku było jak na lekarstwo, no ale ok - to efekt nie do końca udanej nowej koncepcji. Po yearmixie (zwał jak zwał) nastąpił istny obrót o 180 stopni - Chocolate Puma mimo, że zupełnie nie moje klimaty, mega pozytywne zaskoczenie. Na prawdę super set (kolejny raz sprawdza się to, że najlepiej się człowiek bawi na secie, na który w ogóle nie liczył). Następnie Shah - nie wiem czy to spowodowane moim chwilowym brakiem sił, czy czymś innym, ale jakoś mnie nie porwał. Fakt - sporo klasyków (a szczególnie White Sand! Boże, cudowna chwila pełna wspomnień). Set bardziej do posłuchania, bo jakiegoś bigroomowego stylu było w nim mało. Akurat postałem sobie trochę odpoczywając przy barierkach (nieliczny z eventów, gdzie nie były aż tak bardzo oblegane, a to dziwne, bo mniej więcej od 1/3 hali licząc od sceny zaczynał się taki pogłos, że nie dało się tam bawić - akustyka porażka - no ale bliżej sceny dźwięk był igła). Finalnie przyszedł czas na Orjana. Power niesamowity, można było się wyskakać za wszystkie czasy. Zagrał kilka swoich genialnych produkcji, kilka własnych remixów i kilka innych kawałków (idealne proporcje). Wszystko do siebie bardzo dobrze pasowało, chociaż technicznie mógłbym się w kilku miejscach doczepić, jeśli już kwalifikować ten set jako najlepszy.
Ogólnie jestem bardzo zadowolony, że wybrałem po raz kolejny ILNY (po poprzednich edycjach miałem mieszane odczucia). Nie żałuję ani chwili, jaką tam spędziłem, mimo zgubionego telefonu (Sony Ericsson Xperia X8. Jeśli ktoś znalazł proszę o kontakt
Ceny standardowe, kolejek brak, jedynie do WC były. Scena dobra bez szału, zresztą jak na większości eventach w Polsce ostatnio. Nagłośnienie tam gdzie się bawiłem było dobrze, lecz jak stało się po bokach to utwór można było dwa razy usłyszeć
A tak to bez większych zastrzeżeń.
Osobiście nie bylem więc nie piszę swej opini ale jestem ciekaw stwierdzeń dość negatywnych. czy możecie rozwinac dlaczego wlasnie tak uważacie i oceniacie imprezę
Coś pod wzgledem organizacji itd może 
Dla mnie najlepiej zagrali Chocolate Puma i Orjan, za to Shah tak zamulił że myślałem że usnę na balkonie ;d Jeden z lepszych sylwków jakie przeżyłem, ale to dzięki wielkiej ekipie z którą się bawiłem ;d
Coś czuje, że to była ostatnia edycja tej imprezy ....
Hmm, po Waszych wypowiedziach tym bardziej ciesze sie, ze w tym roku jednak odpuscilam ta impreze...
popieram baatec1 jestem troszku zawiedziony
.
Choć jeszcze Micky Slim ładnie rozkręcił imprezę dobry set. NYPH masakrycznie na minus .
ceny również wyrwali z kosmosu heh
Kto nie był nie ma czego żałować no może oprócz setów wymienionych niżej Panów bo naprawdę rewelacyjnie zagrali
Czyli sugerujesz że nie ma czego żałować
To dobrze że bilet sprzedałem tydzień przed imprezą
Ja tylko napiszę tyle, że Shah i Orjan uratowali muzycznie te imprezę, a co do reszty to powstrzymam się od komentarza ...