Recenzja : Cosmic Gate - Start To Feel

Niemiecki duet Cosmic Gate powraca z nowym materiałem sygnowanym jako Start To Feel. Po Clausie Terhoevenie i Stefanie Bossemsie spodziewać się można głównie mocnych, progresywnych brzmień i dopasowanych partii wokalnych. Czy tak prezentuje się najnowszy krążek?



Przyznam szczerze, że do nowego dzieła Cosmic Gate podszedłem z dystansem – wiem, że nie należy od Kosmicznych w obecnej formie oczekiwać progresywnych bomb jak za czasów Earth Mover. Pierwsze co rzuciło mi się w oczy to ogromna ilość gości (zaledwie 4 [!] kawałki bez featuringów!). Prawie każdy utwór posiada wokal (osobiście nie jestem fanem vocal-trance’u, choć zdarzają się perełki). Żywiłem wielkie nadzieje co do udziału Ørjana Nilsena, Alexandra Popova, Jerome Isma-Ae. i KhoMhy – Ci panowie nie raz udowodnili, że jak chcą to potrafią.


Pierwszy track – Happyness – w zasadzie ukazuje, czego można się spodziewać na płycie. Do bólu przewidywalne plumkanie na samplerze, całość prezentuje się niezbyt wyraziście… Im dalej w las, tym… gorzej (z małymi wyjątkami!).  Pierwszy zawód to Ørjan Nilsen – utwór „Falling Back” być może sprawdziłby się, ale w klubowej atmosferze. Jego feat nie wniósł nic odkrywczego, nic czym mógłbym się zaskoczyć. Po prostu JEST i nic i więcej. Z współpracy z Jerome Isma-Ae spodziewać się można było typowo trouse’owych brzmień – otrzymaliśmy je.

Alexander Popov prawdopodobnie zaserwował  riffy gitarowe na początku oraz w breakdownie i to tyle.  Gościnny udział KhoMhy… Wariacje i odlot w nieznaną mi część trance’u (na pewno trance?). Nie brzmi to najgorzej, ale zdecydowanie nie dla mnie.
Warto napisać kilka zdań o „solowych” utworach Cosmic Gate, których na płycie - jak na początku wspomniałem – mamy aż cztery (tak, ironia). Otwierający Happyness został przeze mnie już opisany, skupię się teraz na „Yai”. Jest to niezbyt wychylający się progresywny track i właściwie… tyle. Uwagę przykuwa jedynie sampel z efektami FX. Kolejny track – „So get up” wyróżnia potężny bassline, dalej jest niezbyt urzekająco.

Na plus plumkanie w breakdownie. Co do ostatniego numeru bez gości – „Crushed” - brzmi poprawnie, bez polotu… Do tego skopiowany bass i sub bass z „Barry”, która jest kserem „Elements of life” (!) oraz plucki zapożyczone od Skytechu z numeru „Comet”. W jednym zdaniu o „Crushed” wspomnę jeszcze w aspekcie samej produkcji płyty.
                Goście wokalni na płycie również mnie nie zachwycili. Mogłoby ich nie być (albo chociaż mniej!), choć z tego grona należy wyróżnić Erica Lumierę i Emmę Hewitt (jej przypadł bardzo spokojny utwór, wyszło nieźle). Wycie Jaren w „Try” przyprawiło mnie o ból głowy.
                Według mnie, znacznie wyróżniający się utwór na tle pozostałych to „Run Away” – dynamiczna melodia, mocarny bassline (sub bass i bass u Cosmic Gate zawsze jest świetny) i bardzo dobra partia wokalna od Erica Lumiere. Do tego bardzo przyjemnie brzmiące pianino, co daje ciekawie brzmiący numer.


Pochwalić Cosmic Gate należy za samą produkcję – nie ma tu prawie żadnych bolączek technicznych. Wszystko brzmi spójnie, czysto, miks i mastering stoi na wysokim poziomie. Celowo napisałem „prawie”. Podczas odsłuchu zwróćcie uwagę na komiczne wyjście z breakdownu w numerze „Crushed” i fałszujący kick prawie do końca utworu! Poza tymi paroma błędami, nie ma się do czego przyczepić.
Całość to mieszanka trance (tego „nowoczesnego”, brak tu progresywnego walnięcia), trouse (jak dla mnie – pomyłki ewolucyjnej tej muzyki), popu i typowego chilloutu. Spośród 19 utworów z pewnością każdy wybierze coś dla siebie. Ja zdecydowanie najczęściej wracać będę do „siódemki”, a więc Run Away. 

Mocno klubowe brzmienia, czyli mieszanki trance z house zupełnie do mnie nie trafiają.  Album jest ciężki w odbiorze, jednak posługując się moim przykładem – można go przesłuchać  w całości i to „na raz”! :)

Plusy:
+ dobry utwór „Run Away”
+ bardzo dobra produkcja płyty (z małym wyjątkiem – Crushed)
+ miks i mastering stoi na bardzo wysokim poziomie
Minusy:
- zbyt wielu gości (zwłaszcza wokalnych!)
- długość płyty (16 + 2 bonusowe to zbyt wiele)
- monotoniczność i przewidywalność
- odloty w kierunku trouse
- brak progresywnych bomb (do tego Cosmic Gate przyzwyczaiło)

Ocena: 3/10


http://levanda.pl | Miejsce na link |