Tomorrowland - relacja od A-Z.
Autor: chris 0

Tomorrowland czyli nr.1 w światowym rankingu festiwali muzyki elektronicznej. Największy europejski festiwal muzyki elektronicznej każdego roku przyciąga do Boom niemalże 200 tysięcy ludzi. Najlepszy, najbardziej widowiskowy, najbardziej dopracowany. Po prostu idealny pod każdym względem. W swojej relacji opiszę swoją drogą na Tomorrowland od A-Z.



Nasza ekipa dysponowała biletami "Dreamville pack" czyli bilet Full Madness + camping Dreamville. Całość wraz z przesyłką, opłatami itd itp kosztowała 315 euro od osoby. Do tego zakupiliśmy Booze-bag czyli torebkę z tokenami (25 sztuk). Jej cena to 50 euro i wymieniało się ją na miejscu (tzn. po zakupie na oficjalnej stronie Tomorrowland drukowaliśmy e-bilet na Booze-bag i odbieraliśmy na miejscu). Do niego była dołączona mapka Tomorrowland wraz z podziałem scen na poszczególne dni i szczegółowy time-table.


Do Belgii wyruszaliśmy z Wrocławia w środę o 22:00. Szacowany koszt przejazdu to 350zł od osoby. Droga przebiegła bardzo szybko bo przecież jechaliśmy na festiwal, który każdy z nas wyczekiwał tygodniami. Byle dojechać do niemieckiej granicy i później już autostrady do samego Boom. Czas przejazdu to jakieś 11 godzin. Uwzględniając przerwy w Boom byliśmy o 9:00. Czwartek był to dzień pod znakiem Dreamville czyli ogarnięcia pola namiotowego i before-party na campingu. Kosmiczne kolejki ludzi, którzy odbierali opaski przed wejściem trochę nas zszokowały no ale na szczęście my nie musieliśmy w nich stać. Nie wiem na jakiej zasadzie następowało wydawanie tych opasek no ale mniejsza z tym. Generalnie jak ktoś np. dokupił dostęp do Dreamville do swojego biletu Full Madness to właśnie w takiej kolejce musiał czekać. Camping otwierali o 11:00. Przed wejściem oczywiście masa ludzi czekających na otwarcie bram do raju. Wielonarodowościowy tłum, który na teren Dreamville czekał ze swoimi zasobami naprawdę zaskakiwał. Widziałem ludzi, którzy na teren campingu wieźli wieże, zbudowane z krat z piwem czy też niosących ogromne skrzynie wypakowane prowiantem, który bez wątpienia starczył by na 3 miesiące. Gdy już bramy do Dreamville się otworzyły udaliśmy się rozłożyć nasz namiot. Teren Dreamville jest naprawdę ogromny i podzielony na kilka kolorowych stref. My rozbiliśmy się w niebieskiej strefie. Na każdą strefę przypadał punkt informacyjny, w którym można było kupić bagietki (1,5 tokena) czy wymienić na nową przenośną ładowarkę do telefonu. Z tymi ładowarkami to też fajna sprawa bo za 7 tokenów (5 depozyt + 2 używanie) dostawaliśmy przenośnego powerbank-a 2400 mAh, którego mogliśmy wymieniać przez cały czas trwania festiwalu. Po zakończeniu festiwalu oddawaliśmy go i dostawaliśmy z powrotem 5 tokenów depozytu. Poza tym obok punktu informacyjnego znajdował się grill, który był rozpalany przez organizatorów co eliminowało potrzebę przywożenia własnego grilla. Jako ciekawostkę osoba, który wrzuciła najciekawsze zdjęcie z grillowania z tagiem #girllmaster wygrała przelot helikopterem w niedziele. Zatem było warto grillować i próbować swoich sił. Impreza na Dreamville rozpoczęła się o 13:30. Na before party grali belgijscy DJ i to co już się działo na before party to ciężko ubrać w słowa. Szaleństwo ogarnęło w kilka chwil cały parkiet na Dreamville. Momentem kulminacyjnym był występ gwiazd festiwalu czyli braci Dimitri Vegas & Like Mike. Podgrzali atmosferę opowiadając co nas czeka w najbliższych dniach i zagrali preview tegorocznego hymu Tomorrowland "Waves".


Dzień pierwszy festiwalu.


Nareszcie. Obudziliśmy się na Dreamville i zrozumieliśmy, że to ten dzień, w którym udamy się na pierwszy dzień Tomorrowland. Szybki prysznic (by uniknąć kolejek) i śniadanie. O 11:00 otwierali bramy Tomorrowland więc nie było czasu do stracenia. Droga na camping jest dość długa i wracanie raczej nie ma sensu. Zajmuje ona około 20 minut + 20 minut stania na bramkach podczas przeszukania przez ochroniarzy. Jednak gdy już wejdziemy na teren festiwalu...Magia. Bajeczny teren Tomorrowland wita nas ogromem atrakcji i baśniowym wystrojem. Teren festiwalu jest ogromny i podróż z jednego końca na drugi to około 20-30 minut. Ponadto obowiązuje ruch jednostronny czyli wybierając się na poszczególne sceny musimy liczyć się z faktem, że nie będziemy wracać tą samą drogą tylko będziemy robić kółka. Co jeszcze mogę napisać ? Pierwsze 2-3 godziny spędziliśmy na zwiedzaniu całego festiwalu więc wcześniej ustalony harmonogram kogo chcemy zobaczyć stał się nieaktualny. W sumie nawet później gdy już zwiedziliśmy wszystko to nadal harmonogram nie obowiązywał bo na Tomorrowland na każdej scenie jest wyborna zabawa. Bez względu którą scenę wybierzemy to możemy liczyć na zabawę na najwyższym poziomie. Ja osobiście mimo wszystko postanowiłem, że większość czasu spędzę na Mainstage. Usłyszałem większość nazwisk, których nigdy i nigdzie wcześniej nie było mi dane usłyszeć. I tak pierwszego dnia zdecydowałem się na występ Skrillex'a, Armin'a, braci DVLM, Martina Solveig'a z Mainstage oraz Asys'a i ACTI'ego na scenie Qult. Najlepiej chyba wspominam set braci DVLM, który dosłownie zniszczył ludzi na parkiecie. W międzyczasie zaliczyłem jeszcze kilka innych scen w ramach "A co tu grają ?". Jeśli chodzi o organizację festiwalu to catering jest na naprawdę wysokim poziomie - kilka kuchni świata (azjatycka, belgijska, niemiecka, grecka i coś jeszcze ale nie pamiętam). Szczególnie polecam BBQ Chicken - 4,5 tokena i dostajemy grillowaną pierś kurczaka z sałatką, 2 sosami, kawałkami pomidora i ogórka. Najlepsze posiłek jaki kiedykolwiek jadłem na evencie. Co do wody to mała butelka (0,33) kosztowała 1,5 tokena, a duża (0,5) 2 tokeny. Cola, Sprite, Red-Bull itd - wszystko za 1,5 tokena. Bardziej wymyślne drinki i napoje od 3 - 10 tokenów. Jednak wracając do samego festiwalu to show jakie zobaczyłem na scenie głównej zdecydowanie przebiło to co kiedykolwiek widziałem wcześniej. Muzyczny poziom również mnie zachwycił chociaż po secie Armin'a spodziewałem się czegoś lepszego. W sumie nie ma co się za bardzo rozpisywać bo wszystko jest już w HD na kanałach youtube większości artystów więc możecie sami posłuchać.

 
Dzień drugi festiwalu.

 
 Plan na dziś to przede wszystkim występ Hardwell'a oraz Tiesto. Ponadto set zamykający drugi dzień to obaj panowie w secie b2b więc to czy można było ominąć coś takiego ? Ja bym sobie nigdy nie wybaczył ale o tym wkrótce. Tego dnia układ scen zmienił się i niektóre poznikały a w ich miejsce pojawiły się nowe z lekkimi modyfikacjami wystroju. Chyba najbardziej znaczącą zmianą było dodanie maski królowej na scenie Q-Dance. Jeśli chodzi o drugi dzień to już nie krążyliśmy po wszystkich scenach lecz bardziej staraliśmy się trzymać harmonogramu więc DVBBS, Blasterjaxx oraz Laidback Luke na scenie Super Me&You. Nie ma zastrzeżeń co do wystepów DJ grajacych na tej scenie - było tak dobrze jak przypuszczałem, że będzie. Po dawce big-roomu przeniosłem się na ostrzejsze klimaty czyli scena Q-Dance. Noisecontrollers i Zatox po prostu mistrzostwo świata jednakże na Tomorrowland nie przyjechałem dla hardów więc w połowie seta Zatox'a z ciężkim sercem opuściłem scenę Q-Dance i udałem się na Mainstage na występ Hardwell'a. Wcześniej słyszałem go na Sensation w Amsterdamie i zagrał wtedy wybornego seta więc tutaj też wiedziałem, że nie obniży lotów. Warto wspomnieć, że od 2012 wspiął się w górę w rankingu DJ-Maga zatem byłem ciekaw co zaprezentuje. Zagrał fajnego, klimatycznego seta i jak dla mnie wyróżniał się na tle pozostałych wykonawców. Po nim na scenę wszedł Tiesto, który to zagrał w swoim stylu. Był to występ, który bym określił jako nie bardzo big-room'owy lecz bardziej popowy choć zdarzały mu się kawałki w iście Tomorrowlandowym stylu. Po występie Tiesto dołączył do niego Hardwell by zamknąć scenę setem b2b. I był to najlepszy set jaki słyszałem na Tomorrowland i kiedykolwiek. House, Trance i Hardstyle - jako fan owych 3 gatunków po prostu nie mogłem otrzymać niczego lepszego. Było Silence, Adagio For Strings, Love Comes Again, Jumper czy też Spaceman w hardstyle'owym remiksie Headhunterz'a. Mistrzostwo świata.

 
Trzeci dzień festiwalu.
 
To powoli koniec Tomorrowland więc trzeci dzień to powolne pożegnanie. Jednak czy znaczy to że będzie spokojniej ? Nie ma szans. Niedziela na festiwalu to trzeci dzień szaleństwa i wyciągniecie z uczestników resztek sił. Trzeci dzień zaczęliśmy od występu R3haba na Mainstage. Sympatyczny set na początek ostatniego dnia był dobrym warm-up'em. Po nim Krewella... i to był niesamowity set, który zaraz obok setu braci DVLM, Tiesto, Hardwell'a uważam za najlepszy. DnB, Big-room House, Dubstep i Hardstyle ? Wszystko to można było usłyszeć w secie Krewella. I główna wokalistka...prawdziwa uczta dla oka. Może to dlatego tak bardzo podobał mi się ich set :) Chwila przerwy i wróciliśmy na W&W. Podczas ich występu i Steve'a Angello trochę popadało więc atmosfera trochę ostygła. Sam występ W&W bez rewelacji dlatego ciekaw jestem co zaprezentują w Lubiążu podczas Electrocity. Steve Angello natomiast mnie zawiódł. Set bez szału i polotu. Pogodzie również się nie podobało bo podczas jego setu padało najbardziej. Po nim przyszedł czas na najnowszą gwiazdę internetu czyli Davida Guettę. Zagrał świetnego seta. Naprawdę godny festiwalu jakim jest Tomorrowland. To, jak jest pokazywany w internecie nie ma odzwierciedlenia w rzeczywistości bo osobiście bawiłem się świetnie. Pod koniec jego seta została ogłoszona lokalizacja Tomorrowland w Ameryce Południowej - San Paulo w Brazyli. Podczas setu Steve'a Aoki'ego wybrałem się na scenę Pussy Lounge gdzie grali Hardcory. Tancerki na owej scenie były obłędne dlatego wyjazd na Pussy Lounge jako event w Holandii zdecydowanie trzeba będzie wziąć pod uwagę. Oczywiście na samej scenie Pussy Lounge to hmm jeśli ktoś słyszał o eventach gdzie jest grany Hardcore to wie co to znaczy zniszczenie. Tak też było na Pussy Lounge. Idealne miejsce do wyprania sobie głowy. Aż dziw bierze, że taka muzyka jest grana na festiwalu takim jak Tomorrowland no ale tutaj jest grane wszystko więc... Po lekkim zniszczeniu na Pussy Lounge wróciłem na Mainstage na występ 3 Are Legend czyli Steve Aoki + bracia DVLM. Set kończący Tomorrowland i jednocześnie chyba najkrótszy bo trwał jedynie 20 minut. Było to jednak naprawdę dobre 20 minut. Po ich secie nastąpił moment, którego wszyscy chcielibyśmy uniknąć - czyli koniec Tomorrowland. Po powrocie na Dreamville załapaliśmy się jeszcze na nieoficjalne afterparty przy Tomorrowland Radio. Wtedy zrozumiałem, że ludzie którzy tu przyjechali bawili by się nawet i cały tydzień gdyby tylko codziennie muzyka rozbrzmiewała na festiwalu.

 
Zakończenie.

 
Czy warto jechać na Tomorrowland ? Absolutnie tak. Nigdzie indziej ludzie nie bawią się tak jak na Tomorrowland. To właśnie oni tworzą magię tego miejsca. Mega pozytywni i przyjaźni tworzą atmosferę, której nie znajdziemy nigdzie indziej. Czy wrócę za rok ? Bez cienia wątpliwości. Odwiedzając to miejsce raz po prostu nie da się tu nie wrócić za rok. Co do samej relacji to pewnie nie wspomniałem jeszcze o milionie rzeczy no ale jakby ktoś miał pytania to śmiało pytajcie, a odpowiem.

"None of your lives will ever be the same"....
 


tworzenie stron warszawa | http://levanda.pl | Miejsce na link |