Recenzja Armada Lounge vol 7

Armada Lounge vol 7 – czyli kolejna edycja chilloutowej składanki , która ma wprawić w pozytywny i spokojny nastrój w czasie letnich wieczorów. Do dyspozycji otrzymujemy czterdzieści utworów na dwóch płytach CD. Wszystkie cechują się luźnym, wakacyjnym klimatem. Sprawdźcie, jak wypada Lounge vol 7 w mej opinii.



Płytę otwiera wspólny numer Josha Gabriela i Winter Kills – „Tomorrow”. Podczas odsłuchu miałem wrażenie, jakbym przeniósł się na dziki zachód. Całkiem fajnie to wyszło, całkowicie nie potrzebny wokal. Tak mniej więcej przedstawia się cała składanka. Hmm, no może bez tego dzikiego zachodu w każdym utworze.

Niemniej – cały czas mamy do czynienia z lekkimi brzmieniami, wzbogacanymi najczęściej pianinem i wokalem.
Być może, to ze mną jest jakiś problem, albo z damskimi wokalami… Na tej płycie potwierdzają się moje wcześniejsze myśli. Chodzi o to, że jeśli kobieta dokłada partię wokalną, to najczęściej jęczy w niebogłosy, całkowicie zakłócając cały utwór. Wydusi z siebie może kilka wersów i to tyle. W przypadku wokalistów jest nieco inaczej.

Na przykładzie Christiana Burnsa z utworu „Frozen Heart” – tutaj mamy sporo śpiewanych wersów, bez dodatkowego wycia przyprawiającego o ból głowy. Jest to zdecydowanie najlepszy wokalista na całej płycie -  Christian Burns swoim świetnym śpiewem idealnie komponuje się z każdym podkładem. Nie będę się rozprawiać nad sensem słów, które padają z ust Brytyjczyka – tak, nie mają one żadnego sensu (albo to zbyt głęboka poezja).
Wyjątkiem potwierdzającym regułę jest  utwór „Still Loving You” Lustrala. Podczas odsłuchu zainteresowało mnie ciężkie pianino – nie nudne plumkanie.

Po swoistym intrze „wchodzi” rewelacyjna (!) partia wokalna. Naprawdę zaskoczyłem się, że jakikolwiek utwór o nieszczęśliwej miłości może mi się tak spodobać. 
Wyróżniające się utwory, które koniecznie trzeba sprawdzić to z pewnością: „Frozen Heart”, „Still Loving You”, „We Are Tonight”, „Falling Leaves”, „As We Speak”, „The Opera Song”,
Armada Lounge vol 7 stoi na bardzo wysokim poziomie, utwory zostały wyselekcjonowane bardzo starannie, przez co nie ma tzw. „zapychaczy”. Każdy prezentuje coś innego, ciekawego.

Warto jej posłuchać, głównie ze względu na podniosłe melodie i niektóre partie wokalne. Moim zdaniem, jednak ów fragmentów śpiewanych jest zbyt wiele. Dobrze, że pojawiają się jeszcze płyty, w których nie ma zarazy i beznadziejności, czyt. trouse.


tworzenie stron warszawa | http://levanda.pl | Miejsce na link |